Kategorie: Wszystkie | Modnie myśleć | Paramyśli | Szał
RSS
sobota, 06 lutego 2010
DRAŃ NIE ODPALIŁ!

 

Jak tu można lubic zimę?! Dziś wybierałam się w podróż, nie tak znowu daleko, ale jednak więc auto postanowiłam ruszyć i chała! Panowie pomagali, nawet oddałam kierownicę obcemu typowi, na nic...

Dobrze, że choć połowa cudu się nie zmarnowała. Udało mi się pożyczyć pieniądze, jeszcze trochę nauczę się wyłudzać, od rzemyczka do koniczka, coraz lepiej...  Zamówione tkaniny muszą poczekać, aż upoluję jelenia ze sprawnym autem - do tego doszło!

Niewiele brakuje, żebym siebie przestała lubić - ale  pracuję nawet nie na pół gwizdka, samopoczucie mam marne i widzę, że jest coraz gorzej. I złość mnie ogarnia!!!

Wieczorami siedzę przy kompie, mam co robić ale i Niko daje mi trochę rozrywki. Słowa prawdy mu nie mówię, zupełnie jak w tej długiej anegdocie "wszystko w porządku, tylko burek zdechł". Nie wiszę na nim już finansowo, co mnie cieszy, nawet problemy mi nie straszne, czuję się wolna. 

Wracając do zamówionych tkanin - zniszczono w Polsce przemysł tekstylny i teraz nie ma wyjścia innego jak sobie sprowadzać, co czasem związane jest z ryzykiem kupowania w ciemno.

Marudzę dziś, marudzę bo zima, bo...  

 

wtorek, 02 lutego 2010
KRAWIECTWO WIELKIE I MAŁE

 

Wczorajszy dzien był wypełniony na maksa, już myślałam, że się nie uda spotkać z dawno niewidzianą znajomą. Udało się.

Od lekarzy dostałam odroczenie na półtora miesiąca i teraz będzie walka, by tych dni nie zmarnować, mam masę do zrobienia, muszę ratowac swoją skórę, bo ciężko jak piorun, pieniedzy nie mam dziś jeszcze na zus, który wszak trzeba zapłacić do 10tego...

Spotkanie ze znajomą uswiadomiło mi jak daleko jestem teraz od ludzi, no szok! Milczenie jest moim stanem naturalnym do tego stopnia, ze po kilkunastu zdaniach ochrypłam, dobrze że ona gadała i gadała. Plotki to były? Chyba nie, raczej subiektywne recenzje  różnych pokazów mody, wszystko było o modzie i tylko! Ona prezentuje zupełnie inny styl i inną filozofię mody - a jakże jest coś takiego - niż ja, co nie szkodzi nam się przyjaźnic i miewać podobne zdania na różne sprawy.

Ona widziała ludową kolekcję Klimas na żywo, ja tylko na zdjęciach i obie jesteśmy rozczarowane. Ona folk lubi bezinteresownie, a ja raczej interesownie, emocjonalnie z tym jestem związana. Kolekcja wypadła jak nijak odrobione szkolne zadanie domowe, po tej projektantce spodziewałysmy się czegoś zrobionego ze smakiem, a nie dziwolągów skleconych przemocą na zadany temat.

Ona mnie namawia, żebym zaprojektowała swoja kolekcję, bo marzę o tym od lat - jeśli znajdzie sposora to chetnie, to owszem - moje szuflady nie są puste...

 

 

niedziela, 24 stycznia 2010
ZIMA NA ZŁOŚĆ!

 

Nawet zima jest mi na złość, tak ja odbieram, jako osobiście zrobione mi świństwo! No, dobrze, nie mam siebie za centrum całego świata, ale z pewnością MOJEGO. Wyjść z domu w mrozy nie mogę, bo cholerny półpasiec zaczyna szaleć bardziej - choć za czorta nie wiem, kiedy szaleje mniej i jak długo jeszcze potrwa?! Może się uparł mnie przeżyć?! Psia krew!

Komplikacje mam już i tak z pracą, robię wszystko z trudem i cztery razy wolniej... A kasy potrzeba dwa razy więcej...

S. podjął się robienia zakupów i jego pierwszy raz mnie dosłownie rozwalił. Dostał wszystko na kartce, wydrukowane, bo mój charakter jest jest nie-do-odczytania, literalnie wszystko: co, ile, jaka rasa w sensie firmy itp...

Wrócił po podejrzanie długim czasie, dumny i blady i z piersią bohatersko wypiętą, bo pojechał tam gdzie jest taniej. Produkta zakupił typu no name, słabo mi się zrobiło już na widok owoców z przeceny...

On sobie poszedł, chyba czując się niedostatecznie podziwianym, bo nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Ledwo drzwi się zamknęły wybuchła awantura domowa, czyja to wina, a kto narzekał najbardziej na finanse?! Ja narzekam tylko na blogu :)

W rezultacie, ubrałam się we wszystko co się zmieściło pod kurtką, głowę zaakceptowaliby nawet ortodoksyjni islamiści - jedno oko na wierzchu i polazłam niemrawo sama do sklepu. Wróciłam wlekąc torbiszcze za sobą po śniegu, bo inaczej nie dało rady. Chwilowo namy co jeść. Nie wiem jaki święty jest patronem zabezpieczającym przed awariami, ale na wszelki wypadek zanoszę modły do św Mikołaja Cudotwórcy, niech nie padną wodociągi i ogrzewanie! I niech kasy przybywa choć troszkę...

niedziela, 17 stycznia 2010
PRZESADZANIE

 

 

 

Ciemność. Słabe  światło latarni. Widzę zarys policzka, ramienia.
- Kocham cię, ciągle kocham - mówi on raz po raz.

Jak we śnie niedawnym, ale na jawie, na mrozie. Wiedział czym mnie zwabić, przymusić do spotkania, a ja dobrze o tym wiedziałam. Spotkałam się, nabzydyczona, niechętna. Nie lubię spotkań z przeszłością. Było. Nie ma nic.

Inne spotkanie zmusiło mnie do myślenia: kumpel ma problem, bo "chce po sobie zostawić ślad" i okropnie się stara, wspina, natęża, robi karierę. Otóż mnie olśnio, że ja robię wszystko, by śladu po sobie niezostawić! Nawet w testamencie, żeby nic, tablic, nagrobków, ani słowa... Dziedzina sztuki, którą uprawiałam jest tak ulotna, tak nietrwała... Po zastanowieniu, doszłam do wniosku, że nie zmienię siebie: ileż w końcu osób zostawiło ten ślad?! Ta garstka z encyklopedii?! Warto?! chyba jest większa szansa, by wygrać w lotto...

Znajomi zapraszają mnie na bal, no coś cudnego, z tą gębą, bez oka, na bal! Mówię, że wypłoszę publikę, a oni mi na to, że to bal maskowy, więc mogę coś... Zaczynam się podłamywać, steampunkowa stylizacja mi pasuje, więc kto wie. Tym bardziej, że to bal na którym nie będzie ważne, co jest do żarcia, ale będzie świetna kapela i dużo tańca. Byle znaleźć zastępstwo w domu. Czgoś takiego mi brak rozpaczliwie - czasu zabawy bez hamulców.

Na koniec tygodnia przyszedł mail pełen nowin, które mnie napełniły i dumą i goryczą. Bo dumę mogę tylko schować w siebie, nawet rodzinie się pochwalić nie mogę, bo takich sytuacjach mnie dołują przypominając od potopu wszelkie moje przewinienia... Taka metoda wychowawcza, czy co?! Wiec dobrze, mam portfolio w katalogu znakomitej firmy mam też półpaśca na oku i niech to szlag trafi!

poniedziałek, 11 stycznia 2010
GRYZĄC ŚNIEG

... I co tu ukrywać klnąc potężnie brnę przez to białe świństwo. Może to i raj dla dzieci, ale nawet po moich fotach z dzieciństwa widać moją nienawiść do zimy. Antropolog zaliczył mnie kiedyś do rasy śródziemnomorskiej, być może to jest przyczyna, że w klimacie mroźnym dosłownie konam?!

Muszę wychodzić czasem po zakupy, trasa niedługa, ot na drugą stronę ulicy. Naprawdę już od pierwszego kroku na zewnątrz mam ochotę na chuligańskie wybryki, dać komuś w mordę, nawet wiem komu! Śnieg leży sobie zaspą, widocznie jest wiecej wyznawców teorii, że nie warto sprzątać, skoro sam stopnieje... Ludzie brną, ślizgają się, łamią to i owo.  Godzą się z tym! Inna rzecz, że buty na obcasach, gładkich spodach gwarantują świetny ślizg - mało kto o tym myśli kupując obuwie...

Ja pojechałam na swoich glanach, które mają potężne protektory na wyślizganym progu sklepu, zbyt szerokim, by ominąć jednym  krokiem. Złapały mnie anioły i nie upadłam, cud jawny! Ale i tak kilka minut trzęsłam się nie mogąc zrobić kroku.

Mówią, że glupi ma szczęście, przylazł S. niespodziewanie i dał się wrobić w zakupy, co kilka dni. Jest bezrobotny, podobno chwilowo, więc sumienie mnie nie gryzie. Nawet gdyby, bo lepiej niech mnie wyszczerbi sumienie, wolę to niż kosztować śniegu.

środa, 06 stycznia 2010
KLAPSY

HA! I tu nie będzie o gruchach, tych najpyszniejszych, tylko brutalnie, acz bez wulgaryzmów, o kopach, i innych ciosach poniżej pasa.

Czasem myślę: już gorzej być nie może i jak na zamówienie, pstryk! i jest gorzej! Więc nic nie myślę.

Z tego niemyślenia już mi wyrosła depresja - tak, ta sama, w którą uparcie nie wierze! Co gorsza przestałam wierzyć lekarzom wszelkich specjalności, po których się poniewierałam ostatnio sporo. Pacjent ma być idiotą, ewentualnie małym dzieckiem, do którego zwracają się używając masy zdrobnień. Otóż ja się nie nadaję!!! Mogę być idiotką, bywam często, ale nie na potrzeby służby zdrowia!!! Dzieckiem jestem sobie gdzieś w środku duszy, ale to dziecko nie potrzebuje, by mu ktoś tatusiował, ojca już miałam!

Pracować próbuję z zaciśnietymi zębami, nie powiem co mi wychodzi... no powiem! Partactwo okropne, zasilam tylko śmietniki a żyć nie mam z czego...

To miał być blog pogodny, wręcz wesoły, wyszło inaczej i od tego coś mi się robi!

Ten rok jest rokiem bez planów, samowolka totalna, zobaczę co z tego wyniknie...

poniedziałek, 14 grudnia 2009
GANGRENA

Ciemność. Gdzieś w plenerze. Widzę zarys policzka, ramienia.
- Kocham cię, kocham - mówię raz po raz.


I budzę się z łopotem serca, z przerażeniem! Wstaję, idę do kuchni, nastawiam wodę i staram się myśleć. Czyżby we mnie było pragnienie kochania kogoś? Kogo do cholery?!
Nawet sobie takiej sceny w realu wyobrazić nie umiem! Jak się dobrze zastanowię, to mi wychodzi na to, że cały czas się migam, uniki robię, uciekam.
Nienormalna jestem? Póki co na to nie płaczę, cierpię na brak wolności, na poczucie braku luzu.

Niko siedzi w Stanach, gadamy z rzadka na yahoo jak gęś z prosięciem. Nic mu nie mówię o sytuacji, przez gardło mi nie przejdzie prośba o pożyczkę, choć już leci trzeci miesiąc jak nie pracuję a upiorna choroba nie odpuszcza. Plany i szumne zapowiedzi poszły się paść na bujne łąki, szlag, szlag, szlag jasny!

Mój własny świat pędzi na zatracenie, nie umiem, nie mogę wajchy przłożyć, zmienić kierunku?!
No!!!

niedziela, 04 października 2009
TECHNOLOGIA ŻYCIA

Ostanio przeszedł huragan w postaci pospiesznej podróży do Mediolanu. Rzecz jasna, żeby nie bilety, nie poleciałabym. Skutki tej wyprawy szaleją po mnie cały czas, na ten powstały wówczas wir nie mam wpływu i zbliża się konieczność pogadania z kimś rozsądnym. Lubię słuchać rad, bo pokazują inne punkty widzenia, zewnetrzne,  mi niedostępne.
Nadzieja pika jakaś, ale nadal szukam pracy tutaj i na starcie jestem uziemiona, bo portfolio muszę tworzyć od podstaw, zemściło się na mnie bycie cieniem beztalenci. No, cóż bezbłędna nie jestem, ale to mnie upewnia, żem człowiek - jeszcze...

Z tego wszystkiego zapomniałam o Niko i jak się objawia telefonicznie, lekko mnie przytyka, tak z punktu nie wiem skąd znam głos. Cieszę się, bo podstępnie oddałam mu jego kartę kredytow; zrobiło się okropnie finansowo u mnie, ale ulga, że nie wiszę na nim, że zerwałam taką zależność jest duża. Chociaż uczciwie muszę powiedzieć, że teraz mam pełny survival i lęk, że nie zapłacę rachunków mnie dusi.

Ten samolubny potwór, czyli JA,  przeszkadza mi jak może w rozwoju nowego romansu. Czy już powinnam się leczyć z lęku przed związkiem? Przed jakąkolwiek uczuciową zależnością? I przed nawet śladem przynależności do kogoś?!

***

To jest coś czego nie uczą w szkołach i rzadko w rodzinie: technologia życia. Nauki seksualne nie mają tu nic do roboty, bo chodzi o dalszy ciąg - o życie potoczne, codzienne inaczej. O to jak poznawać siebie samego? Jak na siebie wpływać i jak sobą kierować? Jak tworzyć życiowy biznes plan i jak go zmieniać na kolejne dekady? Jak robić bilans? A nade wszystko, jak być tego świadomym od najmłodszych (w granicach rozsądku, bo dzieciństwo musi być !) lat.
Taka technologia ma dać produkt: zupełnie inny niż wszystkie, bo niegotowy, podlegający ciągłym zmianom i ewolucji, ale ciągle z wizją na przyszłość. Niemożliwe?

 

To wszystko przyszło mi na myśl przy rajzbrecie na którym z mozołem pewnym tworzę założenia technologiczne nowego produktu, dość nieżywego z natury...

niedziela, 27 września 2009
SAKRAZM

Co to jest sarkazm? Powinnam wlepić swoją podobiznę aktualną, stanowię obraz i podobieństwo.

Poleciałam, choć nie wierzyłam w taki sukces. Wieczór poprzedzający tę krótką i ważną podróż był koszmarem i to wtedy, gdy miałam zamiar się przed podróżą się wyspać. Jątrzenie, przygadywanie i nie wytrzymałam, zrobiłam to cholerne pranie, które wymagało tego już-natychmiast-bo-leży-od-początku-świata!!! Dostałam potem torsji, aż dziw, że mi coś w środku zostalo, do rana walczyłam. Pranie z głową w dół, w wannie nie należy do moich ulubionych rozrywek.

Pan Kazio okazał się jak zawsze niezawodny, spałam na tylnym siedzeniu, w Warszawie się przecknęłam, wsiadłam w samolot i zapadłam w sen. Mocne tarmoszenie obudziło mnie na miejscu.

A tam galop pełny jak na Wielkiej Warszawszkiej! Udalo się, spotkałam kogo trzeba, odwaliłam impomujący program i wróciłam.

Nic to, że czuję się jak przejechana przez walec drogowy, nic to, że mam chaos potężny wszędzie, nic to! Byłam w wolnym świecie gdzie wszystko jest możliwe.

niedziela, 20 września 2009
TARG NIEWONIKÓW

Szukam pracy dodatkowej, szukam każdej jakiej zdołam podołac. Moje koszty utrzymania są ogromne ale są zarazem lekiem i sposobem na przetrwanie. Mówiąc koszty utrzymania mam na myśli tylko wyżywienie i to co konieczne do normalnego funkjonowania, środki czystości na przykład.

Nie mam żadnych fanaberii, nie przejmuję się modą, mogę miec dwie pary butów i wystarczy. Zaczyna brakowac kasy, bo jednak jedna posada się urwała, niedługo będzie dramatycznie.

Oczywiście sama sobie jestem winna: pracę straciłam przez zadziorny charakter, ale wystąpiło też zmęczenie materiału żyjącego wg ścisłych dyrektyw. Ten sam charakter odpłasza klientki spragnione szycia im ciuchów.

Jeszcze wczoraj wydawało się niemożliwe, żebym znowu stanęła na targu niewolników, jeszcze wczoraj liczyłam na cud...

Jutro lecę dac się znowu zakuc w dyby, no cóż, coraz trudniej życ bez pralki, lodowki i innych idiotycznych wymysłów cywilizacji. Jeszcze gorsze są szyderstwa rodziny...

Jedem plus jest: kocham podróże :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl