Hedonia, kraina przyjemności

Wpisy

  • czwartek, 31 stycznia 2008
    • Nie pączkuję!

       

       

      Akurat to nie to, że unikam efektu baraniego stada. Lubię niektóre tradycje, stare obyczaje - niektóre podkreślam. Nic nie mam przeciwko Tłustemu Czwartkowi, tylko zwyczajnie nie moge jeść pączków, tych ze sklepu, z cukierni, i już. W dodatku jakość tych specjałów z cukierni pozostawia wiele do życzenia, więc dziekuję, nie!

       A sama mam w nosie stanie cały dzień w kuchni, toteż dziś w roli pączków wystąpiły naleśniki i wszyscy są zadowoleni.

      A jeśli pączki to tylko domowe, tylko posypane cukrem-pudrem, podobnie jak faworki. Mogę zjeść zabójczą dawkę, mogę się upaść, bo nikt mi nie zabroni... Marzyć, marzę, ale palcem nie kiwam.

      W kuchni jestem okropna, ale nienawiść do gotowania wyssałam z mlekiem matki, tyle że ona umie gotować fenomenalnie, a ja nie. Nigdy mnie nie uczyła, mówiąc, że nie będę sobie życia marnować przy garach - to jak miałam nabrać do tego zapału?! Inna sprawa, że dość wybiórczo przyjęłam jej poglądy, w zależności od dziedziny życia.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nie pączkuję!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 stycznia 2008 15:39
  • środa, 30 stycznia 2008
    • Syzyfka

       

       

      Może brzmi, może nie, ale Syzyfowa to wszak żona Syzyfa? Ja jestem wolna i oby tak dłużej!

      Toczę i ja swoją megakulę i już moja okropna wyobraźnia podsuwa mi wizję: skarabeuszy toczących... no właśnie!  Zawartość mojej kuli jest szlachetniejsza, co ja mówię! O nieba lepsza!!! To moje delikatne JA, które próbuję wznieść o poziom wyżej.

      Toczę więc pod górę i mam nadzieję, że owa góra nie jest zakończona czubkiem, czyli szpicem, z którego, mozolnie turlana kula opsnie się!!! Niech to będzie płaskowyż ukwiecony i pełny słońca środziemnomorskiego.

      Na to liczę.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      środa, 30 stycznia 2008 18:31
  • wtorek, 29 stycznia 2008
  • poniedziałek, 28 stycznia 2008
    • Nie tylko śmichy-chichy...

       

       

      Tak się może wydawać: bo ona to tylko jak ten letni motylek, nic tylko sobie lata...

      Nic bardziej mylnego! Piszę otóż wybiórczo, bo ten blog ma być przyjemny dla mnie. Pracuję, co nie znaczy, że praca nie jest dla mnie przyjemna. Jest i to bardzo, to moje życie, pasja i takie tam ambicje drzemiące.

      Wreszcie będę mogła zbierać jakiś owoc tej pracy, marzę o domu, takim prawdziwym, z ciepłem.

      Jest trudno ale Przyjaciele pomagają mi, nie ma dnia bez pogawędki, pozornie bez tematu - internet zbliża ludzi bardzo, bardzo! A 2 lutego spotykamy się na balu!!! Sukienka się szyje, emocje rosną!

      PS. Oddaję komputer do serwisu na ile nie wiem...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 stycznia 2008 09:14
  • niedziela, 27 stycznia 2008
    • Po powrocie

      Alergia!!!

      Już w trakcie podróży czułam pewną przykrość, co tu kryć swędziały mnie stopy, i dłonie, i plecy. Co przeżyłam to moje, bo spróbujcie prowadzić auto w opisanych poniżej warunkach z tymi "atrakcjami".

      W domu okazało się, że dokładnie cała jestem w czerwone placki... Wpadłam w panikę i zaczęłam myśleć, co mogło być - myślałam nawet o sepsie, która potrafi się ujawniać i w taki sposób... Drogą dedukcji okazało się, że jedyna nowość w moim menu to czarna herbata lipton - nie piję nigdy czarnej, a swojej zielonej zapomniałam zabrać...

      A potem wszyscy się dziwią dlaczego nie jadam w restauracjach, dlaczego niewidzę chodzić na przyjęcia do ludzi! To mogą zrozumieć tylko alergicy. Reszta narodu myśli, że to głupia fanaberia. Tymczasem taka wysypka to tylko zewnętrzny objaw wstrząsu dla organizmu... co wobec tego dzieje się w środku?!

      W sumie skończyło przyjemnie, wszycy skakali koło mnie i co ważne dali odpocząć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 stycznia 2008 10:33
  • sobota, 26 stycznia 2008
    • Upiory, zaniki i inne... aneks

       

       

      Doszłam do siebie, mimo różnych przeszkód, po tej podróży.

      Przy okazji na jaw wyszły rozmaite zaniki i dziwolągi...

      Podobno z kimś, dokładnie z Wiedźmą J. rozmawiałam przez komórkę... a nawet smsowałam! Nawet solona i krojona się wyprę, bo nie pamiętam! A jeśli też dzwoniłam do Niego?!

      P. twierdzi, że - chyba - tańczyliśmy we troje poloneza, śpiewając tamtadataaamtam... a potem  mazura,  skoczyliśmy wszyscy na to wielkie eleganckie łoże, które trzasnęło! Jako żywo nie pamiętam, chociaż to podobno ja powiedziałam, że był stęk łoża, każdy by stęknął, jakby  rzuciłyby się na niego trzy dorosłe osoby płci mieszanej. Uszkodzeń nie znaleziśmy. Wszystko to "podobno", bo nikt nie pamięta!

      Tak to wygląda, jakobyśmy spożyli potworną ilość alkoholu, tymczasem wcale nie. Wszyscy byli, z różnych przyczyn zmęczeni.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Upiory, zaniki i inne... aneks”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      sobota, 26 stycznia 2008 17:58
  • piątek, 25 stycznia 2008
    • Upiory..., cz.IV

       

       

      Dotarłam do hotelu około południa: padałam z pragnienia i zmęczenia. Zmęczyły mnie próby rozumienia Polski biurokratycznej. To może wykończyć każdego, w wyjątkiem dresa, dres myśli inną częścią organizmu.

      Chłopcy byli mili, zrobili mi herbaty (ważny szczegół), lekko poganiając, bo robiło się późnawo i nikt z grona nie lubił jeździć po ciemku. Wypiłam, po czym osunęłam się na fotel pasażera w nadziei (głupiej), że zasnę.

      P. usiadł do kierownicy, ale podobnie jak Niko był spragniony mojej relacji, niech to szlag! Dlaczego ględziłam (półgębkiem) sama się dziwię. Szybko się ściemniało, lało jak z cebra! Sznury tirów na drodze. Przy pompie P. porzucił kierownicę - on nie widzi po ciemnku i już. Niko też nie widzi. Klnąc pojechałam.

      Była to szaleńcza jazda okraszona pełnymi grozy okrzykami i zbiorowym wrzaskiem, kiedy wyprzedzałam cztery tiry pod rząd, a chłopcy krzyczeli, że tam może być zakręt! I był. Głupi miał szczęście.

      Skoro to piszę, to żyję, ale dopiero po przyjeździe się okazało, że...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      piątek, 25 stycznia 2008 18:13
  • czwartek, 24 stycznia 2008
    • Upiory..., cz.III

       

       

      Posnęliśmy późno. O w pół do piątej obudziło mnie chrapanie potężne w wersji quatro... Nie mogłam zasnąć ponownie.

      Leniwie wstałam, zrobiłam wszystko, co się dało ze śniadankiem nawet, po czym zrobiło się nieco późno i zaczęłam budzić Niko: nic nie pomogło, więc rzuciłam wielce obraźliwym przekleństwem i wyszłam.

      Lało ciągle a na drodze był ruch.  Jechałam z mściwym postanowieniem, że jeśli nie załatwili mojej sprawy w pewnym Urzędzie, to podpalę miasto. Punkt siódma wkroczyłam do Urzędu i stosowny papier dostałam. Następnie kolejny urząd, kolejny papierek. Potem adwokat: dowiaduję się, że z Urzędu jest potrzebny inny śmieć!!! Z Urzędu przerażeni urzędnicy wysyłają mnie do innego urzędu, tam płacę w kasie, wracam do Urzędu, łapię papier i lecę do innego. Cud, że nie waliłam każdego (niewinnego) mieszkańca w facjatę po drodze!

      Potem trzęsącymi się dłońmi otwierałam drzwi od garsoniery - i osłupiałam! Takiej jakości pracy nie widziałam w tym kraju! I żeby ktoś tak wiernie realizował projekty!

      A potem gnając  z powrotem  straszyłam innych kierowców na drodze bez poboczy.

      cdn.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Upiory..., cz.III”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 stycznia 2008 17:39
  • środa, 23 stycznia 2008
    • Upiory..., cz.II

       

       

      Do hotelu dotarliśmy późno, zmęczeni jak nieboskie stworzenia. Okazało się że uhnonorowano nas apartamentem, luksusowym do przesady. Pani, która nas paradnie odprowadzała pod same drzwi, miała na twarzy wypisane potępienie: jeden pokój dla trzech mieszanych osób, orgia pewna. Widocznie nie zdążyła się przystosować...

      Luksusy się skończyły, kiedy do gniazdka włączyliśmy proste urządzenie typu ładowarka, a ja nie bacząc na wyposażenie tego "departamentu", włączyłam swój czajnik - zabrałam go, to się miał marnować?

      Obsługa w końcu pokazała nam, czyli panom, gdzie są korki... Był z nami P. świetny chłopak, co nadało tej wyprawie lekkości. No i był dodatkowy kierowca.

      Po ustaleniu, kto nazajutrz, będzie prowadził, przystąpiliśmy do spędzania wieczoru. Panowie zgłodnieli i poszli szukać restauracji, ja się napawałam widokiem młodej Wisły, tym blaskiem nocnym itp, popijając wino, tradycyjnie też piwo Perła Mocne - jedyne jakie piję, rzadko i tylko TAM.

      Potem były nocne rozmowy, śmiechy do bólu brzucha i zmartwienie kto jutro będzie kierowcą, skoro wszyscy...

      Zaczął lać rzęsisty deszcz.

      cdn.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Upiory..., cz.II”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      środa, 23 stycznia 2008 09:58
  • wtorek, 22 stycznia 2008
    • Upiory nocy, upiory dnia, cz. I

       

       

      Odbyliśmy podróż tak treściwą, że aż samobójczą!

      Po pierwsze ciotka Pati w Lublinie. Przyjęła nas (trzy ludzkie sztuki, ale o tym za chwilę) z honorami w obliczu, najwyraźniej przemocą, spędzonej reszty rodziny. Poproszono mnie o przebaczenie, co już wywołało w moim organizmie wstrząs jak w butelce z lekarstwem przed użyciem! Moja psychika, z natury twarda, by nie powiedzieć zawzięta, pozostała nietknięta. W obliczu kilkudziesięciorga oczu, powiedziałam co myślę, chyba za szczerze... Niko miał taką minę, no TAKĄ,  że gapiłam się na niego cały czas i powiedział mi potem, że się czuł winny jak reszta tego grona.

      Oczywiście, przyjęłam przeprosiny, to ewenement na skalę światową, nie przyjęcie, tylko to ichnie "przepraszamy". Po czym nastąpiła część druga, okazało się, że zaliczono mnie do grona spadkobierców, na co porwałam się od stołu, zwalając część kosztownej zastawy: NIGDY!!! Przenigdy nic dziedziczyć!!!!

      Opowiedziałam o moich problemach ze skromnym spadkiem, ludzie osłupieli, a przyszła spadkodawczyni gotowa była mienie rozdawać od ręki, już!!!

      Ciąg dalszy o hotelu, o nocnej jeździe nastąpi...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 stycznia 2008 13:11