Hedonia, kraina przyjemności

Wpisy

  • środa, 25 lutego 2009
    • WIĘC (sz)ŻYJMY!

      - Tak może być? - podetknął mi pod nos kawałek.

      - Nie pytaj, tylko szyj! - prawie zawyłam, bo czas gnał.

      Znowu wyszłam na potwora, chyba się nie nadaję kompletnie do życia w ludzkim stadzie, zwierzęcym także nie, dziękuję.

      Jasne, że zdążyliśmy, zresztą to była moja wina, ta cholerna gorączka nie może się odczepić? Gorączka nieco niższa mi nie przeszkadza, ale jak pracować, kiedy dreszcze rzucają o ściany i majaki wyświetlają się przed oczami???

      - Ty się komuś chwalisz tym, co robisz - zapytał potem, kiedy  dziękczynnie zrobiłam kolację, czy też jak nazwać ten posiłek o drugiej w nocy?

      - Sam sobie odpowiedziałeś - zamruczałam - czy ja się umiem chwalić?

      - Twoja rodzina ślepa jest?

      - No wiesz! Geniusz sika ze mnie w postaci złotych fontannów?! Mogłabym brylanty jak strusie jaja wysiadywać na każdym krześle to byłoby, ze śmiecę! - zawołałam z gniewem.

      - No widzę, dlatego powinnaś wyjechać, ze mną.

      -  Juści! Z deszczu, jak ta śliwka!!! - skróciłam nieco dwa powiedzonka, ale pojął.

      - No, to wiem od dawna, ale zobaczysz!

      - To, że zobaczę, słyszę od własnej rodziny od urodzenia!!! Chyba muszę wreszcie ich zapytać co do jasnej, pioruńskiej, mam zobaczyć?!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      środa, 25 lutego 2009 09:56
  • poniedziałek, 16 lutego 2009
    • UCZUCIOWA SYBERIA

      Właśnie przez dzisiejszy dzień zatruły mi się Walentyki! Już myślałam, już się bałam.

      Czuwałam od 3 rano, o 7 wypełzłam z domu podszczypywana przez mrozik. Doczołgałam się do taksówki i kazałam wieźć do szpitala.

      Rejestracja. Oświadczenie na wypadek śmierci - zawsze mnie to rozśmiesza, nie wiem czemu, tzn wiem!

      Czekać.  Siedzę, zgarbiona, skulona w pozycji obronnej. Wchodzi on. Siada obok. Wzrusza mnie blada niewyspana twarz i nieogolona. Dotykam jego policzka i z przykrością stwierdzam, że skóra jest wiotka, zarost miękki. On się starzeje?! Lata różnicy robia swoje. Z zamyślenia wyrywa mnie pani pielęgniarka, woła. Opieram się o niego plecami, a reszta mojego ja idzie do zabiegowego. Wyciąga rękę, dokładnie wierzch dłoni, zamyka oczy. Wstrzymuje oddech. Boli!!! Trwa długo, długo, potem czuje jak coś przyklejają i mówią, to wszystko.To coś-ja wychodzi, łączy się ze mną opartą o jego ciepłe plecy.

      Czekać.

      Czuję jego ramię, nagle silne wokół pleców. Zapadam w letarg, on mi opowiada bajkę, którą wymyśliliśmy w dzieciństwie, a  raczej on wymyślił.

      Czekać.

      Nie patrzę na zegarek, nie liczę czasu, to nic nie da. Tu czas nieżywy jest.

      Znowu wołają. Doktor. "Wyniki są za dobre", "Remisja" i jeszcze dużo innych słów, chyba nie słucham.

      Rozumiem tylko jedno: pójdę do domu, niepotrzebnie wpinali mi wenflon!

      Wychodzimy, ubieram się w biegu, on mi ściska dłoń, żeby powstrzymać krwawienie, biegnę.

      - Nie leć tak, proszę, taksówka już jedzie! - błaga.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 lutego 2009 22:18