Hedonia, kraina przyjemności

Wpisy

  • poniedziałek, 31 marca 2008
    • Dochodzę

       

       

      Wieloznaczny ów tytuł oznacza, że dochodzę do siebie, proszę sobie nie myśleć, iż porzucam ten padół!

      Pracuję i właśnie miękko sobie padłam na fotel z kawą. Że późno? Po kawie śpię lepiej, zresztą jeszcze jak dla mnie wcześnie bardzo. Noc to moja przyjaciółka.

      Dochodzę po ostatnich wstrząsach, tych negatywnych, kiedy tak upragniony przyszły gach okazał się gnojkiem bez charakteru i tych pozytywnych, bo ja wykazałam się charakterem, że ho, ho.

      Kawa, waniliowe ciasteczka plus odrobina wina. Uwielbiam taki odpoczynek, zwykle wystarczy maksymalnie 20 minut i już mogę pracować dalej, kolejne 6 godzin.

      Niko wysmaża dzieło: spisuje cechy charakteru mojego męskiego ideału, torturując mnie dogłębnymi pytaniami. Sama jestem ciekawa co mu wyjdzie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Dochodzę ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 marca 2008 22:38
  • sobota, 29 marca 2008
    • Prawie matrymonialne!

       

       

      Zguba się odnalazła i różne takie dziwne, sprzeczne uczucia po mnie biegają truchcikiem nawet dziś.

      Zrobiłam tort bezowy z truskawkami - żywymi, śmietaną - sztuczną, kremem tofi - z tuby plastikowej, oraz bezów w wielkich plastrach. Wiem, zaszkodzi mi, bo mam alergie, ale trudno. Moja dusza zapragnęła przyjęcia na cześć.  Na moją własną!

      Zaginiony został zatrzymany przez... policję... za jazdę pod wpływem narkotyków i ich posiadanie. Oto "elita" - wykształceni durnie na wysokich stanowiskach!

       Jestem nieco dumna z siebie, że nie uległam żądzom szarpiącym mnie po różnych częściach anatomii i zachowałam rezerwę.

      Rozmawialiśmy z Niko wczoraj dziś i wyszedł mi portret pamięciowy tego mojego ideału. Jak każdy ideał nierealny i komiczny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      sobota, 29 marca 2008 20:10
  • piątek, 28 marca 2008
    • Stres obgryza palce

       

       

      Kontakt się urwał przedwczoraj popołudniu. I ja tu znów nie piszę powieści sensacyjnej ale bolesną prawdę. Wczoraj zero kontaktu i to już mnie nieco zdziwiło, choć nie leżę facetowi na plecach i nachalna nie jestem.

      Nie wytrzymałam: małe śledztwo na odległość wykazało, że w pracy się wczoraj nie pojawił bez słowa wyjaśnienia. Komórka wyłączona lub poza zasięgiem...

      Rozmawiamy codziennie i to nie JA do niego dzwonię lub łapię go na komunikatorach, nigdy się pierwsza nie odzywam, więc odpada, że on ma dosyć, to ja raczej czasem czuję się zniecierpliwiona... choć on mnie interesuje szaleńczo.

      Pierwsze co się nasuwa, że coś się stało. Wątku tego COŚ wolę nie rozwijać, bo wiadomo...

      Sprawdzanie z odległości kilku tysięcy kilometrów napotyka trudności. Wreszcie ruszyło jego matkę, która acz mieszka w tym samym mieście, widziała go "tak jakoś w zeszłym roku, o ciepło było".  Chyba ją zaniepokoiło i obiecała się dowiedzieć.

      Ja czekam wcale nie spokojnie!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      piątek, 28 marca 2008 15:36
  • środa, 26 marca 2008
    • Samotność inaczej

       

       

      Do czorta, może ja tak trochę popracuję?!

      Czy ja wspominałam, że do pracy potrzebuję absolutnej samotności? Jest jedna osoba na tym świecie, której obecność mi nie szkodzi w trakcie, wręcz pomaga, reszta ludzkości wręcz przeciwnie.

      Rzecz polega na tym, że pracując zapominam o wszystkim, absolutnie. Nawet inaczej myślę, wręcz fizycznie jestem w innym świecie. Ktoś kto sobie wejdzie i odezwie się do mnie zawsze przyprawia mnie o atak serca. Taki nagły powrót do rzeczywistości mi szkodzi, ale nikogo to nie obchodzi! Potem się mówi, że jestem egoistką, nie pracuję tylko się bawię, bo sprawia mi to przyjemność! No jasne, etos pracy, przemaglowany przez komunę zamienił się w robotniczą martyrologię wstającą o 4 rano, żeby zdążyć na pociąg, na tramwaj i o 6 stanąć za warsztatem.

      W takich chwilach marzę o domu na pustyni... gdzie wszystkie drogi zasypane, zawiane piachem.

      I tylko JA!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2008 19:43
  • wtorek, 25 marca 2008
    • Seryjny morderca

       

       

      Dziś kłótnia wielka była, zrobiła się z tego istna bitwa narodów. Przy okazji zrobiono mi piękny portret bynajmniej nie pamięciowy, z natury, słowny w dodatku.

      Zaczęło się od seryjnego mordercy...

      - Moim zdaniem to jest chory człowiek, nikt normalny tego nie zrobi, a tu popatrz piszą ponad trzydzieści ofiar.

      - Chory?! Jak chory to powinni o tym wiedzieć i zapobiec! Jedna ofiara to zrozumiem... no nie całkiem, ale może - wątpiłam.

      - Jak wiedzieć? Każdego od dziecka badać psychiatrycznie i potem inwigilować? - Niko energicznie bronił swojej teorii.

      - Nie wierzę, że taki był przyschnięty i muchy odlepial od lepów całe życie!

      Moja wizja go rozśmieszyła.

      - Od razu ci powiem, kara śmierci być powinna, nie może być tak, żeby ktoś pozabijał niewinne osoby i potem sobie żył za pieniądze ich rodzin!

      - Życie jest święte -pouczył mnie z namaszczeniem, co mnie oczywiście doprowadziło do szału!

      - A Sodoma i Gomora?! To jak niby?! Dwoje chyba uszło z życiem o ile pamiętam? A, nie ona skamieniała.

      - No wiesz, ale to Pan Bóg osobiście...

      - Osobiście! - przerwałam mu gwałtownie - ale teraz osobiście tego nie robi! Skoro pozwolił ludziom żyć tu samodzielnie, to onli mają prawo eliminować jednostki zbrodnicze! 

      - A na wojnie, tej błogosławionej przez kapelanów, zabija się też niewinnych!!! Nie każdy chce iść na wojnę! - wrzasnęłam zła jak czort. - I co?! Wtedy życie nie jest święte?!

      Co się działo potem zachowam dla siebie... Także piękne rezume mojej osoby...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Seryjny morderca”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 marca 2008 19:43
  • poniedziałek, 24 marca 2008
    • Święta bez jaj!

       

       

      Dwie doby samotności, oddalenia, cudownej ciszy przerywanej rżeniem koni.

      I bez jaj (wbrew obrazkowi), o których zapomniałam pakując się w zupełnym amoku i porzucając resztę świata w stanie pandemonium.

      Przestało mnie cokolwiek obchodzić, mój potworny egoizm ekspodował!

      Na dwie doby zanurzyłam się w krainie łagodności, zamglonych horyzontów, cudownej muzyki natury. Parę kilometrów konnej wycieczki, buchająca para ze spoconego końskiego grzbietu. Łagodna pieszczota aksamitnego pyska. Ostry zapach potu. Smak fizycznego zmęczenia, zapach mokrej ziemi, powietrza, gnijących zeszłorocznych liści, dławiący zapach dymu z kominka nieumiejętnie rozpalanego.

      I myśli lekkie, dobre, otulające jak kokon bezpieczeństwem, którego nie płoszyło wycie wiatru za oknami, stukanie nerwowe gałęzi.

      Wróciłam o tony lżejsza. Jutro staję do pracy.

      Niech Wam wiosna też kwitnie, w sercach, radośnie. Wstajemy po zimie!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 marca 2008 13:13
  • środa, 19 marca 2008
    • Z Wiedźmowego Kręgu

       

       Zdjęcie jest włanością Autorki z linka na zdjęciu!

      Musze się do czegoś przyznać i od razu mówię, nie sądzę, żeby to była solidarność jajników, ale chyba coś więcej...

      Żyję w kręgu Wiedźm, poznanych w necie, potem osobiście i  specjalnych wielce dla mnie! Jesteśmy różne, ba nawet jedno z nas jest chłopakiem, czyli Wiedźmakiem, ale łączy nas coś... Więcej niż muszkieterów nawet!

      Teraz jedna z Wiedźma oczekuje dziecka i właśnie to ma na mnie olbrzymi, choć dziwny wpływ.  Złagodniałam, tak jakby ten przedziwny świat dotyczył moich obyczajów. Uśmiecham się często do siebie, łowię sygnały na temat tego cudu życia. Chyba uprawiam prywatny kult tej Wiedźmy i tak mi z tym dobrze!

      Wiedźmo Kasiu, dziękuję Ci.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Z Wiedźmowego Kręgu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      środa, 19 marca 2008 21:15
    • Taki dzień

       

       

      Te dni zawsze niosą zadumę o tych co odeszli. Wczorajszy wieczór taki spokojny i pełny dobrych wspomnień.

      A pamiętasz...?

      Takich pytań było bez liku. Pamietamy! Tyle tylko po nas zostaje, pamięć.

      Bardzo mi było potrzeba wyciszenia, spokoju, zwyczajnie wypoczynku. Pracuję za dużo, skoro mnie zaczyna to irytować - pierwsza oznaka zmęczenia, a może to ta cholerna pogoda, która się nie może zdecydować, czy reprezentuje zimę, czy wiosnę.

      Nielubiany krewniak, który miał wpaść przejazdem został przeze mnie odpłoszony, więc naprawdę jestem potworem, ale dzięku temu można było odpocząć i nabrac sił do wielkiego skoku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      środa, 19 marca 2008 17:07
  • poniedziałek, 17 marca 2008
    • Skutki uboczne

       

      Zdjęcie pochodzi stąd

       

       

      Ja tu będę posądzona o tworzenie fikcji, ale trudno, życie pisze samo najbardziej frymuśne scenariusze i nic na to nie poradzę!

      Na Bieriozkę poszliśmy razem z sąsiadem, wszyscy kochamy śpiewać, tańczyć. Koncert był przeżyciem, choć jak dla mnie nie tak wielkim jak pierwszy, widocznie prawo pierwszego razu działa zawsze. Widziałam ten zespół w Moskwie, na olbrzymiej scenie, z tzw. jaskółki.

      Na sali była przewaga ludzi starszych i nawet mocno sędziwych, młodych mało.

      Wyszliśny rozśpiewani, bo pieśni pchały się nam przemocą. Złapała mnie znajoma, poznałam masę nowych ludzi, potem pomogłam niektórym wrócić do domu. Kiedy sama się wreszcie znalazłam w swoim, Niko z sąsiadem otwierali kolejną butelkę, a pewien nieład wskazywał, że odtańczyli Kalinkę i to nie raz. Mamusia była też rozbawiona i zawodziła oczy czarne, choć ona akurat pięknie, czysto, bo jest abstynentką.

      - No popatrz, my jesteśmy chyba nienormalni? Na takie koncerty chodzimy - dziwił się Niko.

      Nalewałam sobie wina, by oddać butelkę sąsiadowi, toteż odezwałam się po dłuższej chwili:

      - Na dodę. Ludzie na dodę.

      - Jak mówisz? Na dodę??? Jak to się robi? Ja nie wiem?! - spojrzał na mnie bezradnym wzrokiem.

      Sąsiad wgapiony w niego bez tchu lał sobie wino na kolana i dywan mojej mamusi, następnie rzucił butelke byle gdzie i pognał do łazienki. Nie zdążył...

      Musiał być już nieźle podcięty, skoro zdjął spodnie, a jak już zdjął chciałam mu je zabrać i uprać natychmiast. On się bronił, a wszystko odbywało się w przedpokoju.

      Dzwonek do drzwi spowodował zamarcie bez ruchu grupy walczącej o spodnie, czyli facetki w paradnej odzieży i faceta bez spodni, w slipach.

      Niko bezmyślnie i impetem drzwi otworzył... Za nimi stała ta wścibska sąsiadka z dołu, która spędza dni przylepiona do ścian.

      - ... i zadzwonię na policję - usłyszałam i za sekundę wszyscy konaliśmy ze śmiechu, bo policja u nas stała bez spodni!

      Mimo wszystko na jakiś dobry, nietypowy koncert pójdę.

      A to dla słowiańskich dusz.

      Zarazem wyraz pamięci dla tego Artysty.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Skutki uboczne”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 marca 2008 17:23
  • sobota, 15 marca 2008
    • Bollywood, obojczyk i truskawki

       

       

      Nie pojechałam, bo zepsuł się zapasowowy fonik. Ten podstawowy już dawno temu odmówił współpracy. Na kompletnym zadupiu bez łaczności, to jednak trochę nieswojo jest.

      Nastrój mi zszedł poniżej zera, zakupy poranne doprowadziły do płaczliwej depresji! W kolejce do kasy prawie łkałam nas sobą! Z nudów rzuciłam okiem na stojak z gazetkami, otóż jedna z nich zawierała film na DVD, hinduski. Nigdy nie widziałam słynnego bollywoodu, kupiłam. Dzieło pod tytułem "Serce ze złota" dostarczyło nam upojnych chwil i radykalnej zmiany nastroju, dawno się tak nie śmiałam. Jedyne co, że można na paru aktorach oko powiesić z przyjemnością.

      Niko i ja ćwiczyliśmy potem tańce, on próbował, czy umie tak wywijać obojczykami i twierdzi, że się zwichnął!

      Potem mnie napadł szaleńczy, wręcz ludożerczy apetyt na truskawki i teraz się pożywiam maczając je w winie czerwonym. 

      Cholera, czasem jest dobrze mieć kogoś, choć jakiegoś surowca zastępczego do przytulania i... pomiatania nim.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      sobota, 15 marca 2008 21:59