Hedonia, kraina przyjemności

Wpisy

  • niedziela, 26 kwietnia 2009
    • ŚWINIĘ PODŁOŻYLI!

      - Wierzysz, że to tak samo się zrobiło? - zapytał z jednym okiem utkwionym w stronę Forbesa.

      - Być może, ja naukowiec nie jestem, może świnia nakichała na kogoś, może ktoś cmoknął prosiaczka?

      - Boże! Cmoknął???

      - Nie mieszaj siły wyższej! Nie wiem, mówię przecież, to moje ohydne supozycje. Mam jeszcze gorsze.

      - Wyjaw, już gorzej nie będzie, spodziewam się, że mnie wezwą.

      - No przecież! To ty jesteś spewcjalista od tych takich nie gołym okiem, mitochondriów i innych paskudnych wyrazów! - ocknęłam się nagle.

      - Musiałbym to zobaczyć, taka mutacja zawsze jest możliwa, nie takie świństwa widziałem.

      U mnie dziś jest niedziela pracująca, jak zawsze zresztą i totalne urwanie głowy. Klienci się pchają, zaczynam się rozłazić po świecie.

      - Chyba ja też idę jak ta grypa - zamruczałam, odpisując na kolejnego maila. - Kupię mapę świata i będę wbijać pinezki!

      - A, co? Nie mówiłem?

      - Jest jeden problem, ja się nie namnożę jak ta grypa, nawet zwykła, nie dam rady zwyczajnie.

      - No to pomagam, nie?

      Uczciwie muszę powiedzieć, że pomaga, umie i świetnie mi się z nim pracuje, ale powiedziałam oszczędnie:

      - Owszem, ale jeszcze trochę praktyki ci brakuje.

      - Boję się o ciebie, może wyjedźmy gdzieś do większej cywilizacji, co?

      - Oszalałeś?! No może tylko w Izraelu i takich innych nie ma świń! Sam sobie jedż!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „ŚWINIĘ PODŁOŻYLI!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 kwietnia 2009 13:27
  • czwartek, 23 kwietnia 2009
    • OBÓZ PRACY

      - Cholera! To jest ciężka praca! - zawołał wczoraj kilka minut po 22-giej, kiedy wkroczyłam z kanapkami.

      Kanapki to jedyne co umiem przyzwoicie, więc się poświęciłam.

      - A coś ty sobie myślał, że co? Samo się robi?! Teraz policz dokładnie co zrobiliśmy, pomnóż i odejmij. Na dodatek jesteś przestępcą, pracujesz na czarno - dołożyłam mu.

      - Co odjąć?

      - Pie*** VAT!!! - wrzasnęłam - ZUS!!!

      Sufit głucho załomotał.

      - Sam widzisz, nawet ci wyżej się denerwują!

      Mizerny dorobek kilku dni denerwował, a praca na cztery ręce nie dawała oszałamiających rezultatów, choć Niko rzetelnie pracował. I nie chodzi o ilość, ale o ceny! Nie codziennie szyje się suknie ślubne za kilka tysięcy.

      Dziś zupełnie się zdemoralizowałam, pobiegałam, wieczorkiem koszykówka przerywana atakami śmiechu... Dostałam czkawki i gdakałam na całe osiedle. Przyczyna była owszem: dostanę list pochwalny od szefowej w nagrodę... Nie wiem, wolę się śmiać, niż płakać, ale to jest chyba ostatnia kropla goryczy! Chyba wolę własny obóz pracy? Sobie samej też mogę list doręczyć!

      Jutro maratonu szyjącego ciąg dalszy! Zaczynam przekładać tory tego pociągu, zmieniać kierunek ruchu, klasę. Najwyższy czas!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „OBÓZ PRACY”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 kwietnia 2009 20:07
  • niedziela, 19 kwietnia 2009
    • Chrystos voskres! Voistynu voskres!

      Zupełnie się nie umawiając, nawet na ten temat nie bylo mowy, spontanicznie dziś obchodzimy Wielkanoc. Chyba nawet bardziej uroczyście niż tydzień temu. Bardziej świadomie. Skorupki nasiąkły jednak solidnie.

      Tym świętowaniem jestem jednak zmęczona cokolwiek, już własne urodziny mnie nieco przemaglowały. Owszem to było miłe, że pamietali, że przyjechali. Zabawa była przednia, już dawno tak się nie wytańczyłam! A, że straciłam głos, kto by się przejmował!

      Zaczynam cenić coraz bardziej kontakty z ludźmi, być może mam remisję swojego autyzmu? Niewątpliwie jakaś forma anomalii to jest, że wycofuję się, że lubię być sama, bo 'sama' oznacza zawsze, zawsze mniej kłopotów!  Tak więc dziś Pascha, dziś życzenia dla wielu przyjaciół, nastrój taki nieprzymuszony.

      Jutro chyba będzie wypad za miasto, pogoda wprost cudowna.

      Chrystos voskres! Voistynu voskres!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 kwietnia 2009 16:17
  • środa, 08 kwietnia 2009
  • niedziela, 05 kwietnia 2009
    • SZYBKA I WŚCIEKŁA

      Dokonałam kilka wnalazków w dziedzinie kroju.

      Użyłam nietypowych kolorów: oranżu i bieli, bo suknia dla dziewczyny, która poślubi  Włocha.

      Tkaniny sa warte ok 800zł, robocizna plus projekt wielokrotnie więcej - cena była z góry umówiona.

      Odetchnęłam z ulgą po zakończeniu.

      Totalna niespodzianka nadeszła wczoraj, zaproszenie z Portugalii, której jeszcze na oczy nie widziałam, podobnie jak miłego pana, od którego zaproszenie nadeszło. Niko żywo się zainteresował, ja co tu kryć także. Jeszcze nie widziałam prawdziwej winnicy. Tam ciepło jest... Sama w to nie wierzę, wyjadę i spędzę święta w nieznanym miejscu??? W pałacu?! Kosztując najlepszych win???

      Ufff... może nadchodzą dobre dni? Zobaczymy. Co tu kryć, złamało mnie porządnie i ciągle nie jest lepiej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „SZYBKA I WŚCIEKŁA”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 kwietnia 2009 22:53
  • piątek, 03 kwietnia 2009
    • OD DNA

      Ludzie praktykują, świadomie lub nie dwa sposoby na życie: żyć tak jakby jutro miało nie nadejść i żyć tak, jakby nie było końca. Ja zawsze praktykowałam ten pierwszy.

      Od kilku tygodni narkozyzuję się do bólu robotą, a Niko razem ze mną. Pracujemy jak szaleńcy w milczeniu.

      Wczoraj chyba nastąpił jakby przełom, tak mi się wydaje. Niko przyszedł rano, przyniósł karton dobrego wina.

      - Słuchaj, ja też nie mogę, może płaczmy, krzyczmy, czy co?

      - Krzyki odpadają, to nie tu, w plenerze owszem.

      Zadzwonił jego tefon, po chwili gadania w jakimś języku, oddał mi, mówiąc, że do mnie. Dzwoniła A. szefowa osobiście. Mój angielski jest lepszy w piśmie,  a ona posługuje się nim nonszalancko plus akcent, więc rozumiałam co piąte słowo, żeby choć plotła wolniej! Dotarło do mnie, że kolejne jakieś wyróżnienie na mnie spadło. Oddałam słuchawkę z ulgą, on przeszedł na właściwy język i wydawał z siebie jakieś okrzyki wyglądające na radosne.

      - Szczęściaro, jesteś kandydatką do pierwszej dziesiątki najlepszych!

      - I na cholerę mi to?

      - Z tego co ona mówi, to bedziesz miała prawo zrobić kolekcję pod własnym nazwiskiem.

      - Wiesz gdzie to mam?! Co mi z tego!!! Zobacz tylko czym my różnimy się od nich! Oni pracują to zarabiają i odkładają sobie na potem, a my?! Wszystko, co zarobię wsiąka jak w woda w pustynię, mówię ci lepiej milcz na ten temat!!!

      - Milczymy już od tygodni - zauważył.

      Potem wolno sącząc wino rozmawialiśmy o wszystkim, także o tym co się stało, pękło coś w nas chyba, na ironię nieszczęście doknęlo nas tak samo i zbliżyło.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hedonia
      Czas publikacji:
      piątek, 03 kwietnia 2009 15:27